.:STRONA GŁÓWNA:.              .:CZYTELNIA:.              .:DOWNLOAD:.
z żabiej perspektywy  

Jak przeżyć wakacje?

Obliczono, że jeszcze w czasach Karola Marksa praca pochłaniała 40 proc. ludzkiego życia. Dziś zajmuje mniej niż 10 procent. Mamy mnóstwo wolnego czasu. Kiedyś człowiek pracował do ostatniego tchnienia, gdyż – aż trudno uwierzyć – nie było emerytur, które są stosunkowo świeżym wynalazkiem. Kiedyś nie było urlopów. Jeśli już ktoś się nie nadawał do pracy, wyrzucano go na żebry pod kościół, a gdy pan był ludzki, dawał mu u siebie dożywocie. A za naszej świeżej pamięci nie było u nas wolnych sobót. Zasuwaliśmy aż do niedzieli. Przybyło świąt państwowych i kościelnych, pojawiło się zjawisko długich weekendów. Rolnicy do dziś żyją starodawnym rytmem natury i choć mają pracę lżejszą, to o tę gadzinę muszą dbać świątek piątek, nakarmić, napoić i wydoić.

Mając morze wolnego czasu narzekamy na jego brak. Zalatani, zabiegani, szarpani terminami i nie cierpiącymi zwłoki obowiązkami ledwie dyszymy i nie wierzymy, że mamy tak wiele wolnego czasu. Gdzie on się podziewa ten wolny czas? Gdzie on przecieka przez palce? Zadbali o to inni, którzy na naszym wolnym czasie zbijają kokosy.

Gdyby nam ktoś chciał zabrać portfel, to walczylibyśmy o swoją własność jak lwy, podnieślibyśmy wrzask na całą ulicę – łapaj złodzieja! Ale w stosunku do naszego najbardziej osobistego dobra, jakie posiadamy, w stosunku do naszego czasu, jaki mamy do przeżycia zachowujemy się jak pijane dziecko we mgle, każdy, dosłownie każdy, może nam go zabrać i to za naszym przyzwoleniem. Już nawet nie zwracamy uwagi na to, ile czasu siedzimy przed telewizorem. Pilot nam reguluje czas wolny, jaki spędzamy w domu. Wolimy żyć cudzym życiem, wymyślonym przez scenarzystów w filmach i serialach, aniżeli osobiście przeżywać nasze własne przygody. Nie, nie będę naruszać świętości kibiców, jaką stanowił Mundial, ale ten przykład nasuwa się niejako automatycznie. Zbiorowa euforia, radość, łzy, gejzery adrenaliny ogarniały miliardy ludzi a wśród nich również takich, dla których kopnięcie piłki stanowiłoby nadludzki wysiłek. Wyczerpani i niewyspani wlekliśmy się rano do pracy. Czy to jeszcze sport? Czy to raczej podbijany przez media i reklamodawców gigantyczny, globalny biznes? Nasuwa się podejrzenie, że istotą tej kolosalnej imprezy jest to, że duzi chłopcy już bardzo tęsknią za namiastką wojenki. Dobrze, że to piłka a nie armatki i rakietki, że to piłkarze a nie żołnierzyki.

Chyba wciąż czekamy, żeby nam ktoś zorganizował wolny czas, bo sami jeszcze tego nie potrafimy. A chętnych do organizowania aż nadmiar. Wystarczy otworzyć piątkowy dodatek do Gazety Wyborczej „Co jest grane?”, żeby dostać zawrotu głowy od bezmiaru propozycji, imprez, filmów, koncertów bynajmniej nie klasycznych, występów, popisów gwiazdek, gwiazdeczek, idoli i wokalistek, które mają swoje 5 minut. Nawet w supermarketach! Krąży po miastach telewizyjny „Taniec z gwiazdami”. Poszli za ciosem. Trasa po kilku miastach – 80 tys. na głowę. A ludzie na to walą, żeby zobaczyć Cichopek albo Mroczka na żywo a nie tylko w serialu „ M jak miłość”. Że jakby tandetne? A kogo to obchodzi? Kiedyś był homo faber, dziś jest homo ludens. Że robią z nas tłuszczę, żądną sensacji tak jak rzymski gmin żądał igrzysk? Dobrze! Przynajmniej krew się nie leje. Wielki światowy showbiznes zagarnął wyobraźnię masową jak swoją i przejął wolny czas milionów ludzi. Słuchamy, bo sami nie umiemy ani grać, ani śpiewać, patrzymy, ponieważ sami nie umiemy tak tańczyć, podziwiamy, ponieważ sami nie umiemy kopać piłki, gapimy się, bo sami nie jesteśmy aktorami. Wynajęliśmy idoli jako swoje zastępstwo w czynnym życiu i wydaje nam się, że wszystko jest w porządku, że tak musi być. A tymczasem wchodzą coraz to nowe technologie, żeby nas do reszty ubezwłasnowolnić w przedmiocie korzystania z wolnego czasu i zarobić na tym biliony.

Nadeszły wakacje. Wyczekiwane, wymarzone. Z kieratu obowiązków nagle, pewnego dnia wskakujemy w coś innego i obcego. Można odespać zarwane noce. Można się powałęsać po mieszkaniu. Można się oddać „nicnierobieniu”. Dla wielu zapracowanych osób oznacza to potężny wstrząs psychiczny, przeskok w inny świat. Czują się w nim nieporadni i mają poczucie winy, że nic nie robią. Dotyczy to zwłaszcza pracoholików oraz ludzi młodych, ogarniętych ambicją, nadambitnych, pracująch na sukces i karierę. Wakacje wydają się im czasem straconym. Szczególnie gdy dali się już wciągnąć w wyścig szczurów. Ponadto większość z nas nie uświadamia sobie, co chciałoby mianowicie robić w czasie wolnym. Ponadto wszyscy różnimy się upodobaniami, kondycją, zainteresowaniami, temperamentem i wydolnością. Tymczasem wszystkie środki przekazu, foldery, reklamy, biura podróży i przepiękne obrazki wpierają nam, że, jeśli wakacje, to tylko na plaży, na słońcu, nad morzem Egejskim lub Śródziemnym w cudownych strojach plażowych. Połowica smaży się na słońcu a jej mąż, ocierając pot z czoła, myśli skrycie o połowach na łososia w Norwegii. Mamusia ciąga nastolatka po kościołach i muzeach Wenecji a ten wolałby zobaczyć syberyjską tajgę. Łapiąc się za serce na tunezyjskiej plaży, tęsknimy za chłodnym Bałtykiem. Nowopoślubiony włóczy się za młodą żoną po sklepach Paryża i kombinuje, czy uda mu się choć raz w życiu zobaczyć Andy. Dziecko na koloniach brudne i znudzone (kadra bawi się pod namiotem) myśli, jakby uciec do domu do komputera. Starsze małżeństwo ledwie dysząc, drapie się z wycieczką na Akropol a ona mówi – nie lepiej było zostać w ogródku? A samotna, siedząc w domu, bo nie ma z kim wyjechać, podlewa kwiatki i popłakuje nad zmarnowanym urlopem. I życiem.

Udane wakacje i dobrze zagospodarowany czas wolny stanowi dziś wielkie wyzwanie. W gruncie rzeczy jesteśmy do tego wyzwania mało przygotowani, ponieważ w skali masowej nie należymy do klasy próżniaczej, która przez wieki wytworzyła wyrafinowane sposoby spędzania wolnego czasu, tak w sensie towarzyskim, jak i w dziedzinie kultury i sztuki a także osobiście uprawianego sportu – te konie, ten tenis, ten golf. Staliśmy się łatwym łupem dla przemysłu rozrywkowego i turystycznego. Coraz więcej wolnego czasu, cyk, cyk, cyk, mijają sekundy... a my co zrobiliśmy dla siebie, dla swojego zdrowia, kondycji, swojej własnej przyjemności? Oto jest pytanie! Jeszcze się tego nie nauczyliśmy.

Ale urlop mija i znów wracamy na dobrze znane ścieżki. Wracamy do biura, do pracy, która nam bezbłędnie planuje zajęcia i czas, bo ma swoja strukturę, podział obowiązków, zakres odpowiedzialności, swoje wyzwania. Praca zwalnia nas od samodzielnego planowania dnia i wymyślania jego trybu. Wieczorem pilot do ręki i czasem marzenie: „a ja sobie leżę pod gruszą na dowolnie wybranym boku...” Ale kto by się do takiego marzenia przyznał?

Ewa Wanacka

  Zobacz również  
Rządzić znaczy służyć | Władza (2) | Aż po uszy | Potrzeba zrównoważonego rozwoju | From... Holland? | Kariera naukowa(2) | Ekolaury PIE 2006 | Wykorzystana szansa | Mocną kobiecą ręką | Na co, dla kogo? | Współpraca transgraniczna w Polsce i Europie | Magia miejsca | Jest rzeka! | Geoinformatyka | Krystyna Bochenek: Być kobietą w polityce | Nadzieje i wyzwania | Optymizm mimo wszystko | Bezpiecznie, czysto, zdrowo | Tatrzańskie mosty | Bitwa o pozycję | Scementować znaczy polepszyć | Bielsko-Biała inwestuje | Good night and good luck! | Dylematy zarządzania | Zewrzeć szeregi |
KOMENTARZE

SKOMENTUJ!

 

jeśli chcesz, aby Twój e-mail był aktywny usuń tekst wpisany w pole formularza

wstecz
Euroregiony Polska [53/54 2006] do góry