|
Gierek i Jaroszewicz zaciągali pożyczki na Zachodzie i za oceanem a teraz my i nasze wnuki musimy je spłacać. Ileż to razy politycy i kolejne rządy od 1989 roku wmawiały nam, iż to komuniści zadłużyli nasz kraj. Czy aby na pewno? Jeśli głębiej wejdziemy w strukturę i historię polskiego długu, to okaże się, iż zaledwie 25% z sięgającego obecnie ponad 480 mld złotych zadłużenia pochodzi z poprzedniego systemu, a reszta to nasze „osiągnięcie” za ostatnich 16 lat (od 1989-2005). Polskie zadłużenie składa się z części krajowej i zagranicznej. Dług krajowy to ponad 335 mld zł a część zagraniczna to prawie 145 mld zł, w tym kredyty Klubu Paryskiego i Banku Światowego to ok. 45,5 mld zł. W lipcu 2005 roku na jednego Polaka przypadało 11170 zł długu Skarbu Państwa.
Ostatnie lata
Przez ostatnie 7,5 roku zadłużenie Skarbu Państwa powiększyło się prawie dwukrotnie a lata 2001-2005 to wzrost o 190 mld złotych. A w roku 2005 w porównaniu z końcem roku 2004 zadłużenie wzrosło oprawie 50 mld złotych.
Następujące po 1989 roku zmiany ustrojowe pozwoliły wynegocjować dla Polski korzystne warunki z klubami paryskim i londyńskim. Dzięki temu kredyty zaciąg- nięte przez ekipę Gierka zredukowano o połowę a 40 mld USD długu w bankach amerykańskich zamieniono na obligacje. Na koniec 2005 roku nasze zadłużenie w Klubie Paryskim wynosiło ok. 7 mld Euro. Spłata zdecydowanej większości tej kwoty przypada na rok 2009. Jest to niezbyt korzystne dla nas, bo na ten właśnie rok planowane jest wejście Polski do strefy euro. Z drugiej jednak strony nie określiliśmy - jako jedyni spośród nowych członków – dokładnie terminu spełnienia warunków konwergencji. Cały problem tego zadłużenia leży w koszcie jego obsługi, który jest wyższy niż koszt pozyskania kapitału poprzez nowe emisje zagranicznych papierów wartościowych. Najkorzystniejszym rozwiązaniem tego problemu byłoby dokonanie spłaty zadłużenia w Klubie Paryskim z emisji euroobligacji o długich terminach wykupu. Pozwoliłoby to wydłużyć średni termin zadłużenia oraz podnieść na wyższy poziom rating wiarygodności Polski. To zaś z kolei mogłoby w płynąć w przyszłości na niższe koszty pozyskiwania kapitału. Mogłoby – ale wszystko wskazuje na to, że nic z tego, bo szansa na zgodę Klubu Paryskiego na przedterminową spłatę zadłużenia jest... niewielka. Największym naszym wierzycielem w Klubie Paryskim jest Francja, z którą mamy nie najlepsze stosunki a na dodatek PLL LOT odrzuciły ofertę zakupu Airbusa na korzyść Boeningów 787.
Zagrożenia
Jeżeli tempo zadłużenia naszego kraju nie ulegnie znacznemu zmniejszeniu to dojdzie do katastrofy finansów publicznych państwa polskiego ze wszelkimi tego negatywnymi skutkami. Choć liczony wg europejskiego systemu rachunkowości ESA 95 stosunek zadłużenia do PKB kształtuje się w Polsce na poziomie 45% i jest niższy niż np. we Włoszech (ponad 100%), to jednak nasza gospodarka posiada o wiele mniejszą zdolność do generowania kapitału na spłaty długu i kosztów jego obsługi od np. włoskiej. Tylko w tym roku odsetki od zadłużenia będą kształtować się na poziomie 25 mld zł a więc ok. 75% deficytu budżetowego.
Dokąd zmierzasz Polsko?
Obecne zadłużenie Polski osiągnęło alarmujący poziom i dalsze utrzymywanie tak wysokiej dynamiki wzrostu zadłużenia zagrozi finansom państwa i znacznie opóźni nasze wejście do strefy euro a także wpłynie znacznie na obniżenie i tak już niskiego poziomu absorpcji funduszy strukturalnych.
Jeżeli nie zostaną dokonane radykalne cięcia wydatków państwa a przede wszystkim wydatków socjalnych, to czeka nas dramat w stylu argentyńskim. Program „Tanie Państwo” okazał się niczym innym kiełbasą wyborczą, która zepsuła się w krótkim czasie. Tworzone są nowe urzędy - przybyło nam jedno ministerstwo, Prokuratoria Generalna, planuje się utworzenie Narodowego Instytutu Oświaty i CBA. Ruszyła karuzela kadrowa a zwalnianym urzędnikom trzeba przecież wypłacić odprawy. Po 2 miesiącach „urzędowania” ministrowie otrzymali nagrody! Obiecywanych w kampanii wyborczej pakietów ustaw reformujących gospodarkę nie widać nawet na... horyzoncie. Rząd powołał Zespół ds. Taniego Państwa spośród... swoich urzędników. Ciekawa opcja – urzędnicy czyli sami zainteresowani będą usprawniać samych siebie. Pomysł godny nagrody. Kilka miesięcy temu byliśmy świadkami jak uśmiechnięty premier naszego rządu podnosił w górę ręce w geście maszynisty ciągnącego za dźwignię gwizdka parowozu i wołał yes, yes, yes oznajmiając nam o swoim sukcesie i zwycięstwie odniesionym w debacie budżetowej Unii na lata 2007-2013.
Co z tego, że przed nami do zdobycia góra euro, jeżeli nasza zdolność absorpcji funduszy strukturalnych jest wyjątkowo niska a dług publiczny zamiast maleć ciągle rośnie. Co z tego, że są pieniądze do wzięcia skoro my nie umiemy ich w należyty sposób wykorzystać, komplikując procedury i przeciągając terminy.
Co z tego, że... itd., itp.
Czas najwyższy aby zarówno rządzący jak i politycy zaczęli trzeźwo patrzeć w przyszłość zamiast obiecywać socjalne poduszki i przywileje kolejnym grupom zawodowym.
Jak do tej pory żadnemu krajowi nie udało się zrobić radykalnych zmian w finansach państwa bez ograniczenia wydatków socjalnych i na pewno Polska nie będzie prekursorem w tej dziedzinie.
Krzysztof Kozik
|