.:STRONA GŁÓWNA:.              .:CZYTELNIA:.              .:DOWNLOAD:.
z żabiej perspektywy  

Bieda

Czy rzeczywiście taka u nas bieda jak się dookoła słyszy? Czy też bieda stała się również medialnym hitem, który ma szokować, a w istocie ludzie sobie jakoś radzą? Co to w ogóle jest bieda? No, niby wiadomo. Bieda to życie na poziomie minimum biologicznego, a może jeszcze niżej. Pustka w kieszeni. Najbardziej drastyczna bieda: bezdomność. Bezrobocie. Zabieranie renty babci na chleb lub piwo. Dzieci, które idą do szkoły bez śniadania. Z drugiej strony widać jak te śniadania włożone przez mamę do plecaka lądują w pojemnikach na śmieci koło szkoły, żeby mama nie krzyczała, że niezjedzone.

Poczytałam sobie arcyciekawy miesięcznik „Polityka Społeczna” (rocznik XXXI nr 9), z którego dowiedziałam się, że również pojęcie biedy zostało zbadane, zanalizowane i wreszcie wiadomo czego się trzymać. Kto biedny a kto nie. W życiu niemal każdego człowieka są okresy lub momenty, kiedy jest biedny, brakuje mu środków na zaspokojenie podstawowych potrzeb, żeby przypomnieć chociaż czasy studenckie a wszyscy byliśmy biedni w latach 80., gdy nawet mając pieniądze nie mogliśmy niczego kupić, gdyż sklepy były puste. A dziś szczególnie, nawet gdy stoi się mocno na nogach, to widmo biedy wyziera zewsząd i może dopaść w każdej chwili w postaci utraty pracy. Raz na wozie, raz pod wozem. Fortuna kołem się toczy. W rodzinach żyjących w trudnych warunkach ekonomicznych - czytam w wym. Miesięczniku - stosuje się różnego rodzaju strategie w celu zaspokojenia potrzeb jej członków. Są to strategie aktywne i pasywne.

Strategia aktywna polega na tym, że podejmuje się dodatkowe prace, sprzedaje lub wymienia swoje umiejętności, czas i dobra przygotowane specjalnie z myślą o ich spieniężeniu. Aktywny charakter mają także starania o kredyt, pożyczanie pieniędzy od rodziny, znajomych, instytucji. Niektóre ze stosowanych sposobów zdobywania pieniędzy, w sytuacji ich braku, mają charakter działań nielegalnych lub społecznie nieakceptowanych jak np. kradzież, kłusownictwo, przemyt, prostytucja czy żebranie.

Można odnieść wrażenie, że te ostatnie sposoby wskazują na wręcz wyjątkowe zdolności części naszej populacji. Kilka razy zostałam okradziona przy wsiadaniu do pociągu, gdy pomocną dłoń we wniesieniu walizy okazał mi zawsze sympatyczny, młody człowiek, inkasując zarazem mój portfel. Jak i kiedy on to zrobił? Te nielegalne i nieakceptowane społecznie metody nie zawsze wynikają z biedy. Są sposobem na życie. Łatwym i bezpiecznym ze względy na znikomość szkody. Złomiarze wyrywają metal ze wszystkiego co się da, z wind, pomników, cmentarzy, ławek parkowych, linii kolejowych, budynków itd. Wyrywają ponoć z ...biedy. Żebractwem zajmują się nawet dostatnio ubrane dzieci. Kradnie się drewno i runo leśne nawet z rezerwatów przyrody i parków narodowych. Bieda? To już patologia i przestępczość, którą rzekoma bieda ma usprawiedliwić. Eksport tych wyjątkowo aktywnych strategii wyrabia nam np. w Niemczech bardzo złą markę.

Piszą socjologowie, że strategie pasywne polegają na różnych sposobach oszczędzania i ograniczeniach konsumpcji. W biednych domach przygotowuje się potrawy z tanich produktów, robi zakupy w miejscach o najniższych cenach, kupuje się rzeczy używane, przedłuża się czas używania przedmiotów dzięki reperacjom i przeróbkom, wykonuje się różne naprawy we własnym zakresie, oszczędnie gospodaruje energią elektryczną, wodą, opałem (wyłączając zimą z używania część pomieszczeń), ogranicza korzystanie z telefonu lub telefon odłącza. Jeśli tak wygląda bieda to muszę zaliczyć siebie i szerokie grono moich znajomych do ludzi biednych. Ile my się nabiegamy po tych sklepach z używaną odzieżą, żeby trafić na okazję! Mój telewizor ma 13 lat i wygląda na niezniszczalny (odpukać) i ani mi do głowy nie przychodzi myśl, by wyrzucać pieniądze na nowy. Lubimy kupować tam, gdzie taniej. Oszczędzając energię i wodę sądzimy, że postępujemy proekologicznie. Kupujemy tanie produkty: jarzyny i owoce, bo usiłujemy wprowadzić dietę sródziemnomorską. Pewnie jestem człowiekiem starej daty uważając oszczędność za cnotę. Bo człowiek nowoczesny konsumuje, konsumuje i konsumuje traktując naszą planetę jako przedmiot jednorazowego użytku. Ciągle wymienia samochody, komórki, sprzęt elektroniczny na coraz to nowe modele i generacje, bo przecież nie może zostać w tyle i czuć się sfrustrowany.

No a co z takimi dziwakami, którzy nie mogą się rozstać ze starym szlafrokiem, ulubionym wiekowym garnkiem, czy niemodnym ale wygodnym fotelem? Przypiąć na plecach szlafroka etykietkę: „jestem biedny”?

Ogólnie rzecz ujmując na takie miano zasługują emeryci.

Piszą socjologowie, że w skrajnych sytuacjach kryzysowych rodziny wyprzedają domowe zasoby, korzystają z bardzo drogiego kredytu lombardowego, naruszają w sposób trwały stan posiadania rodziny, prowadzący do pauperyzacji.

Najgorsza jest chyba pasywna strategia przystosowawcza, rodzinna minimalizacja potrzeb, dotycząca również dzieci (niedobory żywieniowe, brak przedszkola i edukacji ponadpodstawowej) a w przypadku rodziny wielodzietnej sytuacja ta odbija się także w postaci dziedziczenia biedy. Jeśli ponadto towarzyszą temu takie patologie jak alkoholizm dziadka i ojca a czasem i matki to pomoc państwa i odpowiednich instytucji wobec dzieci staje się nieodzowna.

Bieda ma różne oblicza. I nadal nie bardzo wiadomo czy wymienione kryteria wystarczająco ją charakteryzują. Wbrew temu, co się słyszy istnieje mnogość instytucji pomocy społecznej, spieszącej w sukurs, gdy komuś jest źle, tyle, że sami zainteresowani nie zawsze wiedzą gdzie się udać lub nie chcą z pomocy społecznej korzystać. Opiekunki społeczne przynoszą obfite obiady np. z kuchni św. Alberta osobom samotnym i chorym, wykonują czynności pielęgnacyjne i higieniczne, są świetlice i kluby dla dzieci, są dopłaty do czynszów, wydaje się bony na kupno żywności itd. Można zobaczyć w sklepach „Społem” jak za te bony podopieczni ładują całe wózki żywności do wyboru i potem podpisują listę. Spotkałam znajomą opiekunkę, gdy w piątek niosła podopiecznemu prowiant na sobotę i niedzielę, gdy kuchnie są nieczynne. W reklamówce miała: pół kurczaka, kawałek kiełbasy, serek topiony, pół kostki masła, 5 dag szynki, 2 jajka, pół chleba, 2 bułki, kilka jabłek, ciasto. Idę do dziadka -powiedziała- ugotować mu obiad na dwa dni i przygotować kanapki, bo sam nie potrafi. Czy bieda jest naprawdę nieuleczalna?

Ewa Wanacka

  Zobacz również  
Będziemy bardziej stanowczy | Jak być | O zdeprawowaniu i nie tylko... | We własnym interesie | Będzie nas coraz mniej | Którą drogą | Tęgie mózgi... | Odbudować Górny Śląsk | Od KZK GOP po Wspólnotę Miast | Górnosląski Związek Metropolitalny | Fala za falą | Nie czekając na ustawę | Aglomeracja katowicka – wspólnota interesów | Przełamać opory | Od degradacji do rekultywacji | Dla regionu i... nie tylko | Unia leczy się też w Polsce | Turcja za 20 lat | Szczyt zdrowia i smaku | Staropolskie receptury, nowoczesne technologie | Chmury nad euroregionami | Znajdujemy to co dobre... | Lekarz na obczyźnie |
KOMENTARZE

SKOMENTUJ!

 

jeśli chcesz, aby Twój e-mail był aktywny usuń tekst wpisany w pole formularza

wstecz
Euroregiony Polska, 47/2005 do góry