.:STRONA GŁÓWNA:.              .:CZYTELNIA:.              .:DOWNLOAD:.
Służba zdrowia  

Lekarz na obczyźnie

Przed 1989 rokiem na Zachód w celach zawodowych i naukowych jeździły głównie osoby, posiadające znajomości oraz środki finansowe. Dotyczyło to również branży medycznej, choć,trzeba dopowiedzieć, że pieniądze w przypadku osób ze środowiska lekarskiego, nie zawsze grały najważniejszą rolę. Jako obywatele bloku komunistycznego byliśmy traktowani jak ubodzy krewni i z wielu możliwości korzystaliśmy dzięki zagranicznym instytucjom, które dofinansowywały nasze wyjazdy i pobyty na różnego rodzaju sympozjach, konferencjach itp. Po okresie transformacji ustrojowej przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wielu lekarzom wydawało się, że nadchodzące czasy przyczynią się do zwiększenia możliwości zagranicznych wojaży w celu zdobywania i poszerzania wiedzy medycznej. Tak się jednak nie stało. Przyglądając się sytuacjom dnia dzisiejszego można dostrzec paradoks – dzięki zniesieniu politycznych barier każdy ma możliwość wyjazdu, lecz niestety nadal ta przyjemność przeznaczona jest wyłącznie dla wybranych. Mało tego, liczba wyjeżdżających w celach naukowych – nie mylić z wyjazdami wyłącznie zarobkowymi – znacznie się zmniejszyła. Widzę to na przykładzie moich kolegów, z którymi pracuję lub których znam z innych szpitali. W związku z tym nasuwa się gorzka refleksja – zmiana systemu oraz przyłączenie się Polski do Unii Europejskiej, w moim odczuciu, niewiele zmieniła w omawianej sprawie. Natomiast radykalnie zmieniło się nastawienie społeczeństwa do lekarzy.

W dzisiejszych czasach od lekarza wymaga się facho-wości i rzetelności za pensję, która tak naprawdę pozwala mu przetrwać led-wie miesiąc. Nie dostrzega się tego, że, aby spełnić postawione przez społe-czeństwo wymagania, lekarz musi pracować dodatkowo w kilku miejscach: w Pogo-towiu Ratunkowym, Przycho-dni Zdrowia czy u kogoś w gabinecie prywatnym (mowa o młodych lekarzach jeszcze bez większego doświadczenia). Oczywiście praca w tych podmiotach jest możliwa tylko wtedy, jeśli ma się do zaoferowania określone umiejętności np. : wykonywanie badań ultrasonograficznych. Ale żeby je posiadać, trzeba mieć certyfikat ukończenia kilku kursów, które też kosztują – często tyle, ile miesięczna pensja lub więcej. Aby być na bieżąco z osiągnięciami świata medycyny, lekarz musi uczestniczyć w kongresach naukowych, bo to na nich przekazywane są wszystkie nowinki (zakres wiedzy zawartej w internecie jest ograniczony). Wiąże się to ze znacznymi wydatkami. Opłata zjazdowa na kongresie krajowym wynosi około 200–300 PLN, koszt kongresu zagranicznego to ta sama suma tyle że z końcówką EURO. Dodajmy do tego kwoty związane z dojazdem, zakwaterowanie, wyżywieniem i będziemy mieli pełny obraz finansowej rzeczywistości.

Będąc na kilku kongresach za granicą, obserwowałem liczną rzeszę młodych lekarzy z innych krajów. Przy bliższym poznaniu okazywało się, że za wszystkie koszty zapłacili z własnej pensji. W przypadku polskich lekarzy prawda jest taka, że bez pomocy z zewnątrz np.: koncernów farmaceutycznych (tak krytykowanych przez media za „pompowanie” pieniędzy w środowisko lekarskie), nie bylibyśmy w stanie uiścić opłaty zjazdowej, a co za tym idzie, nabyć niezbędnej wiedzy. Pacjenci wymagają od lekarza, aby ten leczył ich zgodnie z najnowszymi trendami, które, tak naprawdę, przystosowujemy nieraz lepiej niż nasi koledzy z Zachodu. Jednak proces ten okupiony jest dużo większym wysiłkiem, w porównaniu z pracą lekarzy z innych krajów. Odbywa się on często kosztem życia rodzinnego i czasu przeznaczonego na wypoczynek. Nikt nie chce być leczony przez kogoś, kto nie spał dwie lub więcej nocy pod rząd, ponieważ ryzyko popełnienia błędu jest wówczas bardzo duże. Niestety taka właśnie jest rzeczywistość. Wielu młodych polskich lekarzy, którzy pragną osiągnąć satysfakcjonujący ich poziom życia rodzinnego i zawodowego pracuje ponad miarę. W tym miejscu wtrącę małą dygresję. Mieszkając na jednym z katowickich osiedli usłyszałem kiedyś, jak mój sąsiad mówił – „Temu młodemu to się powodzi…”. Człowiek ten widzi mój status materialny, lecz nie dostrzega tego, że ja nie wracam o 16-tej do domu i nie griluję przed blokiem. Gdy go spotykam jest zwykle godzina 22.00. On idzie wyprowadzić psa, a ja... wracam z pracy.

Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej ułatwiło wymianę informacji między środowiskami medycznymi. Prezentując nasze osiągnięcia zawodowe nie musimy się wstydzić niczego. Wbrew panującej w kraju negatywnej opinii, polska służba zdrowia stoi na bardzo wysokim poziomie, a nasza Konstytucja daje równe prawa dostępu do wszystkich procedur (także wysoko specjalistycznych) każdemu ubezpieczonemu i pozwala nawet najbiedniejszym leczyć się w wiodących ośrodkach medycznych. W pozostałych krajach należących do Unii obowiązuje tak zwany „koszyk świadczeń” (realizowany przez prywatne ubezpieczalnie), a co za tym idzie, występuje różna dostępność do specjalisty i różne wynagrodzenie za wykonaną usługę. Dlatego pacjent może wymagać tylko tyle, za ile zapłacił. Ma to swoje odzwierciedlenie w szpitalach, w których widzi się chorych, leżących na małych salach (super wyposażonych) i w wieloosobowych. Do jednych na wizytę przychodzi sam ordynator, a do innych zwykły lekarz.

Reasumując powyższe rozważania, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że wejście do Unii Europejskiej niewiele zmieniło w życiu naukowym młodych lekarzy. Pozwoliło natomiast wielu młodym i mądrym ludziom opuścić nasz kraj w celu uzyskania lepszych zarobków i szacunku społecznego. Nasi lekarze bez większych problemów znajdują zatrudnienie na całym świecie. Świadczy to o tym, że polskie akademie medyczne bardzo dobrze przygotowują adeptów sztuki medycznej do zawodu. Pozostaje więc podkreślić: państwo powinno bardziej zadbać o swoich specjalistów, bo jeśli tak się nie stanie, to zaleje nas fala taniej siły roboczej z innych krajów. A może musi się tak stać? Przecież jedno z przysłów mówi: „Mądry Polak po szkodzie”.

Dr n. med. Damian Ziaja*


*Autor jest lekarzem w Klinice Chirurgii Ogólnej i Naczyń ŚAM w Katowicach-Ochojcu.
  Zobacz również  
Będziemy bardziej stanowczy | Jak być | O zdeprawowaniu i nie tylko... | We własnym interesie | Będzie nas coraz mniej | Którą drogą | Tęgie mózgi... | Odbudować Górny Śląsk | Od KZK GOP po Wspólnotę Miast | Górnosląski Związek Metropolitalny | Fala za falą | Nie czekając na ustawę | Aglomeracja katowicka – wspólnota interesów | Przełamać opory | Od degradacji do rekultywacji | Dla regionu i... nie tylko | Unia leczy się też w Polsce | Turcja za 20 lat | Szczyt zdrowia i smaku | Staropolskie receptury, nowoczesne technologie | Chmury nad euroregionami | Znajdujemy to co dobre... | Bieda
KOMENTARZE

SKOMENTUJ!

 

jeśli chcesz, aby Twój e-mail był aktywny usuń tekst wpisany w pole formularza

wstecz
Euroregiony Polska, 47/2005 do góry